Między gorączką złota, a rozwojem przemysłu filmowego Kalifornia swoje bogactwo i sławę zbudowała na przemyśle cytrusowym, którego stolicą było, dziś trochę zapomniane, Riverside. Nie znajdziecie tu nic bardziej intersującego, niż w innych miastach stanu i na pewno nie znajdzie się ono obecnie w żadnym rankingu 10 najważniejszych miejsc do zobaczenia w Kalifornii. Jednak nie zawsze tak było. Dawniej odwiedzali je najbogatsi ludzie Ameryki i Europy, a historia tego miasta to istotna część historii Kalifornii ściśle związana z cytrusami…

Pierwsze drzewo pomarańczowe zasadzono tu w 1871 roku, ale era cytrusowego przemysłu w Riverside rozpoczęła się na dobre w 1873 roku za sprawą Elizy Tibbets, które otrzymała w prezencie od przyjaciela z Brazylii sadzonki trzech drzew pomarańczowych słodkiej odmiany (navel oranges). Trzy drzewa posadzono na terenie posiadłości rodziny Tibbets. Drzewka od początku traktowano z wyjątkową czcią, choć jedno z nich zostało zadeptane przez krowę w pierwszym roku posadzenia. Po tym incydencie dwa pozostałe drzewa zostały przesadzone na inną posesję. Jedno z nich przetrwało do dziś i można znaleźć je za specjalnym ogrodzeniem na rogu ulic Magnolia i Arlington obok kamienia z tablicą pamiątkową poświęconą Elizie Tibbet.


Cytrusowa gorączka
Sprowadzone z Południowej Ameryki drzewka świetnie przyjęły się w tutejszym klimacie i rozpoczęły cytrusową gorączkę w Kalifornii. Do 1882 roku było tu powyżej pół miliona cytrusowych drzew, a ponad połowa z nich znajdowała się w okolicach Riverside. Wraz z rozwojem imperium cytrusów w mieście zaczęły powstawać hotele i luksusowe sklepy, a na deskach tutejszej opery występowali światowej sławy artyści. Było to jedno z ulubionych letnisk zamożnych przedsiębiorców ze wschodu kraju. Przyjeżdżali tu odpocząć od srogich zim wschodniego wybrzeża i cieszyć się łagodnym klimatem w cieniu owocowych gajów. Riverside stało się w tym czasie centrum Kalifornii, a w 1895 roku najbogatszym miastem w Stanach Zjednoczonych.
Do przyjazdu w te strony zachęcał intensywny marketing w postaci sielskich pocztówek z gajami pomarańczowymi, basenami i wspaniałymi domami. Przyciągały urlopowiczów i przedsiębiorców przez lata. Wielu przeniosło się tu na stałe do ciepłego, suchego klimatu ze względu na zdrowie i ucieczkę przed wschodnimi zimami. Do dziś przy Victoria Avenue, pozostało kilka eleganckich domów z przełomu wieków, które przypominają o inwestorach, którzy się tu osiedlili.

Ciemne strony imperium
Oczywiście jak każde imperium również to cytrusowe zostało zbudowane na ciężkiej pracy imigrantów. Hodowcy zbijali fortuny, ale zbieracze z Chin, Japonii i Meksyku na ogół mieli niewielki udział w zyskach. Pracowali w ciężkich warunkach i nieprzyjaznym środowisku narażeni na dyskryminującą politykę i przemoc.
Zmierzch cytrusowego imperium
Zmierzch cytrusowego imperium nastąpił w latach 70. XX wieku, kiedy gwałtowne zasiedlanie przedmieść zdetronizowało pomarańczę w hrabstwach San Bernardino i Riverside. Wraz z nowymi osiedlami mieszkaniowymi zabrakło miejsca pod niegdyś rozległe gaje pomarańczowe. Po tamtych czasach pozostała nazwa hrabstwa Orange County.
W dzisiejszej architekturze Riverside można gdzieniegdzie zobaczyć przebłyski dawnej świetności, choć miasto zdecydowanie podupadło. Z ciekawych budynków pozostał Hotel Inn zaprojektowany w popularnym stylu Mission Revival. Był miejscem często odwiedzanym przez prezydentów, członków rodziny królewskiej, gwiazdy filmowe i inne ważne osobistości od Roosevelta do Rockefellera. Hotel wzorowany był na misjach zbudowanych wzdłuż wybrzeża Kalifornii przez franciszkanów w XVIII i XIX wieku. (Chociaż hiszpańscy misjonarze przybyli daleko w głąb lądu, aż do pobliskiego San Bernardino, na terenie Riverside nie było prawdziwej misji hiszpańskiej).


Artykuł powstał na podstawie materiałów z Mission Inn Museum w Riverside oraz tego artykułu.
Zobacz również:

Dodaj komentarz