Aruba to niewielka wyspa położona na Morzu Karaibskim 29 kilometrów od Wenezueli. Pomimo niepozornego rozmiaru ma całkiem burzliwą historię. Od wieków okoliczna ludność mieszała się tu z przybyszami z Europy i Afryki. Żeby lepiej zrozumieć tę niezwykłą mieszankę kulturową, warto poznać choć trochę historii. Dlaczego wyspę uważano za bezużyteczną i kiedy doceniono jej turystyczne walory? To wszystko poniżej.
Od pra początku w kilku zdaniach
Idąc do naprawdę samego początku Aruba powstała na skutek podwodnej erupcji wulkanu 95 milionów lat temu. Lawa zmieszała się na powierzchni wody z osadami i stworzyła formację, którą do dziś można podziwiać w najstarszej części wyspy wzgórzystego terenu Parku Narodowego Arikok.
Najstarsze znalezione na wyspie świadectwa wskazują na to, że ludzie mieszkali na Arubie już około 1500 roku przed naszą erą. Prawdopodobnie przybyli tutaj z dzisiejszego obszaru Wenezueli, gdyż tamtejsza ceramika jest bardzo podobna do tej znalezionej na wyspie.

Okres Hiszpański – masakra ludności i bezużyteczna wyspa
Około 1515 roku Arubę zamieszkiwało między 600 do 800 mieszkańców, którzy nazywali się Caquieto. Wszystko zmieniło się, gdy w 1515 roku hiszpańskie statki zawitały na Arubę. Hiszpanie porwali tutejszą ludność do niewolniczej pracy w swoich nowych koloniach tzw. Hispanioli (Haiti, Dominikana). Z Aruby i okolicznych wysp Curaçao i Bonaire wywieziono łącznie 2000 osób. Wiele osób zginęło również przez przywiezione z Europy choroby. Nielicznym udało się uciec na kontynent lub ukryć.
Na szczęście dla wyspy okupanci nie interesowali się zbytnio jej dalszym losem. Wyspy ABC czyli Aruba, Curaçao i Bonaire uważano za Islas Inutiles, czyli bezużyteczne wyspy. W porównaniu z innymi karaibskimi wyspami na tych panuje suchy klimat, niesprzyjający uprawie większości roślin. Po jakimś czasie niewielka część rdzennej ludności wróciła na wyspę, zdominowaną już przez hiszpański język, religię i kulturę.
Kompania Zachodnioindyjska – przybycie Holendrów
Utworzona przez grupę niderlandzkich kupców Kompania Zachodnioindyjska w 1636 roku wywalczyła monopol handlowy w tej części świata, między innymi także na Karaibach. Aruba początkowo była używana przez nich do hodowli koni, kóz i osłów. W 1715 roku na Arubie mieszkało 393 rdzennych Arubańczyków. Tubylcza ludność pracowała dla Kompanii jako rolnicy i przy konserwowaniu zbiorników wodnych. W tym czasie na wyspę przybili też pierwsi niewolnicy z Afryki. Europejczycy mieli zakaz osiedlania się na wyspie aż do 1754 roku. Dzięki tak długiej izolacji od europejskiej kultury, Aruba mogła zachować i pielęgnować swój karaibski charakter i dziedzictwo.

Okres Kolonialny – gorączka złota i aloes
Po zlikwidowaniu Kompanii Zachodnioindyjskiej w 1792 roku Aruba stała się częścią Królestwa Zjednoczonych Niderlandów. W tym czasie na wyspie można zauważyć wzrost wpływu kultury europejskiej, ponieważ co raz więcej Europejczyków osiedlało się na wyspie.
Złota szukano tu już w 1725 roku, ale Holendrom nie udało się niczego znaleźć. 100 lat później pewien chłopiec spacerując po polu nadepnął na błyszczącą skałę. Zabrał ją do domu, żeby pokazać ojcu, który rozpoznał w niej bryłę złota. Wieść szybko się rozniosła i zapoczątkowała gorączkę złota na Arubie, która trwała prawie dekadę. Kruszce odkryte na Arubie gromadzono w hutach Balashi i Bushirbana. Zasoby jednak niedługo się wyczerpały i po 10 latach intensywnych odkryć znajdowano już tylko pojedyncze sztuki. Ostatnie złoto na Arubie wydobyto w 1915 roku. Ogólnie na Arubie odkryto około 1300 kg 24 karatowego złota.

W 1840 roku na wyspie pojawia się aloes, który nie występował tu naturalnie. Został przywieziony z Afryki przez kolonizatorów. Holendrzy próbowali zwalczyć dojmującą biedę i stworzyć tym samym miejsca pracy dla lokalnej ludności. Gubernator Reinier van Raders sprowadził go tutaj w nadziei, że biznes ożywi tutejszą gospodarkę. Nie pomylił się. Uprawa aloesu stała się lekarstwem na ogromne bezrobocie na wyspie.
Początkowo uprawiano aloes dla lateksu, wykorzystywanego do produkcji gumy, a nie dla jego właściwości kosmetycznych. Z biegiem czasu rząd sprzedał swoje plantacje lokalnym przedsiębiorcom, którzy przejęli produkcję aloesu. W 1913 roku pola aloesu zajmowały 2/3 powierzchni wyspy, a Aruba stała się największym eksporterem aloesu na świecie.
Po drugiej wojnie światowej nastąpił znaczny spadek w produkcji aloesu głównie ze względu na nowe miejsca pracy w przemyśle paliwowym na wyspie oraz zastąpienia naturalnego lateksu syntetycznym. Obecnie hoduje się go na mniejszą skalę i głównie dla przemysłu kosmetycznego. Jednak do dziś aloes jest bardzo ważny dla lokalnej kultury. Tak ważny, że trafił na herb Aruby, pojawia się też często jako element dekoracyjny w architekturze wyspy.

Aruba w XX wieku i teraz
Od 1924 roku główną gałęzią gospodarki Aruby była rafinacja ropy naftowej. Nie była to jednak ropa wydobywana na wyspie. Przetwarzano tu olej przywożony z Jeziora Maracaibo w Wenezueli. W połowie lat 80. zamknięto rafinerię, a władze wyspy postawiły na turystykę, która dziś stanowi podstawowy dochód mieszkańców. Obecnie Aruba przyjmuje ponad milion gości rocznie, z czego trzy czwarte to obywatele USA.
Wyspa pozostaje autonomiczną częścią Królestwa Niderlandów. Żyją tu przedstawiciele 79 różnych narodowości. Na każdym kroku karaibskie i afrykańskie korzenie mieszają się z europejskimi przyzwyczajeniami i amerykańskimi nowinkami. Jest tu również mnóstwo przybyszów z Azji, którzy prowadzą prawie każdy mniejszy i większy sklep spożywczy. Ta różnorodność kultur i języków sprawia, że Aruba ma niezwykle fascynującą i wyjątkową atmosferę.
Wpis powstał na podstawie informacji z wystaw Muzeum Archeologicznego i Muzeum Aloesu na Arubie.
