Riverside w południowej Kalifornii ma jedno bardzo ciekawe miejsce, któremu postanowiłam poświęcić osobny wpis. Jest to Heritage House, czyli wiktoriański dom z przełomu XIX i XX wieku. Wiktoriańskich domów w Stanach jest mnóstwo, ale to muzeum postanowiło postawić na zaprezentowanie jednego z aspektów życia w tamtych czasach: Życia codziennego i rytuałów pogrzebowych. Trzymajcie się mocno, bo będzie ciekawie.
Informacje praktyczne
Muzeum mieści się poza centrum miasta przy Magnolia Street. Wejście jest bezpłatne (przy wyjściu można zostawić donację w wysokości 5 dolarów), ale wymagana jest rezerwacja przez stronę internetową, ponieważ muzeum zwiedza się tylko z przewodnikiem. W październiku 2021 Muzeum otwarte jest od piątku do niedzieli w godzinach 12.00 – 16.00. Więcej informacji i rezerwacja na stronie.
Historia domu
Dom wybudowała Catherine Bettner, wdowa po milionerze i właścicielu gaju pomarańczowego, która mieszkała tu do 1928 roku. Ten wiktoriański dom powstał w 1891 roku z myślą o funkcjonowaniu w nim samotnej kobiety i zaplanowany tak, by miała w nim jak najwygodniejsze życie. To jedyny zachowany dom z tych czasów przypominający o dobrobycie Riverside jako imperium cytrusów na przełomie XIX i XX wieku. Posiadłość jest naprawdę imponująca i wyposażona została we wszelkie dogodności jak kuchnia z lodówką czy całkiem współczesna łazienka.
Czasy wiktoriańskie
Epoka wiktoriańska to okres w dziejach Wielkiej Brytanii pod panowaniem królowej Wiktorii Hanowerskiej, która sprawowała rządy w latach 1837–1901. Styl życia tego okresu w Wielkiej Brytanii, moda, obyczaje i kultura miały ogromny wpływ na resztę świata. To epoka rewolucji przemysłowej, ale też kryzysu społecznego. Ludzie w tych niespokojnych czasach poszukiwali swojej duchowości. Wysoka śmiertelność spowodowała, że śmierć była wszechobecna i ludzie na każdym kroku próbowali ją w jakiś sposób oswoić, dlatego popularne stały się seanse spirytystyczne. Sama Królowa Wiktoria zatrudniła nawet medium, które miało pomóc jej kontaktować się z ukochanym mężem.

Ciekawostki i dziwactwa wiktoriańskich czasów
Jak w czasach wiktoriańskich w Stanach próbowano oswoić się ze śmiercią? Ówcześni ludzie mieli na to kilka sposobów:
Przystrajanie domu

Dom od zewnątrz przystrajano czarnym materiałem, żeby już od ulicy widać było żałobę i uchronić gości przed popełnieniem nietaktu (na przykład zbyt wesołym przywitaniem:) ).
Lustra

Lustra w domu zasłonięte były czarnym półprzezroczystym materiałem. Wierzono, że są portalem, przez który komunikują się z nami zmarli. Szczególnie po śmierci któregoś z domowników zasłaniano je, żeby przypadkiem nie zobaczyć nieboszczka po drugiej stronie.
Trumna była wystawiana w domu przez kilka dni a czasem nawet tygodni, by krewni którzy mieszkali dalej mieli czas pożegnać się ze zmarłym. Pokój wypełniano kwiatami, by przykryć nieprzyjemny zapach rozkładającego się ciała.
Papeteria żałobna

Wysyłanie listów było również okazją do subtelnego zaakcentowania swojej żałoby. W tym celu produkowano papier z czarną ramką. Okres żałoby w przypadku wdów trwał czasem nawet do końca życia. Na początku żałoby wysyłano te z grubszą ramką, po pewnym czasie dochodzono do takiej cieńszej by pokazać, że żal po zmarłym jest już mniej bolesny. Im cieńsze obramowanie tym mniejsza żałoba.
Zdjęcia post mortem

Każdy pragnął zatrzymać ukochaną, zmarłą osobę jak najdłużej. Z pomocą przyszło wynalezienie i upowszechnienie fotografii. Fotografowanie zmarłych w czasach wiktoriańskich były czymś całkowicie naturalnym. Bardzo często inscenizowano je tak, żeby nieboszczyk wyglądał, jakby był pogrążony we śnie. Zdarzały się też takie zdjęcia, na których zmarłemu otwierano oczy i sadzano go na specjalnie skonstruowanym krześle, by wyglądał jak żywy. Fotografia mortualna to bardzo obszerny temat, o którym napisano wiele ciekawych artykułów. Jeśli chcecie bardziej go zgłębić polecam bardzo wpis ze strony culture.pl
Dekoracje z włosów

Ścienna dekoracja z włosów ludzkich 
Pojemnik do przechowywania włosów po czesaniu
Czasy wiktoriańskie były bardzo sentymentalne. Przykładem tego są wieńce z włosów wieszane na ścianach jako dekoracja domu. Wieńce wykonane z włosów jednej zmarłej osoby były zwykle symbolem żałoby, podczas gdy te wykonane z włosów wielu osób – martwych i żywych – były bardziej sentymentalnymi drzewami genealogicznymi. W tych mini dziełach z włosów nie chodziło tylko o śmierć, był to często sposób pokazania innym zażyłości między członkami rodziny. Wykonywaniem wieńców zajmowały się kobiety, które znajdowały wzory w ówczesnych magazynach dla pań.
Polecam krótki artykuł w języku angielskim na ten temat
Biżuteria i suknie żałobne

Czarne suknie były obowiązkowym elementem garderoby. Tak jak papeteria, również były okazją do manifestacji poziomu smutku po śmierci ukochanych osób. Po okresie intensywnej żałoby zmieniano ja na ciemnofioletowe. Uzupełnieniem sukni była biżuteria. Oczywiście czarna i bardzo często związana ze zmarłym. Na zdjęciu powyżej, po lewej stronie bransoletka upleciona z włosów. Na dole zdjęcia (przepraszam za jakość, ale uwierzcie mi na słowo) w dwóch, okrągłych broszkach za szkłem umieszczono pukle włosów zmarłych osób. Biżuteria z włosów była uważana nie tylko za romantyczną, ale też po prostu modną.
Coś niezwiązanego z tematem żałoby. Służący tylko z Chin
Ciekawostka, która mnie zaskoczyła podczas zwiedzania domu to służba. Tak majętna dama miała tylko jednego służącego, który mieszkał z nią i zajmował się wszystkim, od gotowania po sprzątanie, pranie i prasowanie. Spodziewalibyście się pewnie, że takiej starszej damie usługiwałaby jakaś panienka. Ale nie. Starszym, majętnym damom usługiwał młody, często nastoletni służący z Chin. W tym domu miał on swój własny pokój, a także odrębną klatkę schodową prowadzącą prosto do kuchni, by oczywiście, jak to też bywało w Europie, nie dzielić z Panią przestrzeni domu.
Dlaczego służący z Chin? Służący na Zachodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych w czasach gorączki złota byli na wagę złota 🙂 W tamtym czasie w tej części Stanów był duży niedobór pracowników fizycznych. Wszyscy, którzy przyjeżdżali tu w poszukiwaniu lepszego życia i wzbogacenia się, rzucali się w wir poszukiwań złota. A jako że pracownicy fizyczni byli bardzo cenni, zazwyczaj dobrze się ich wynagradzało. Służący żyli też przeważnie w całkiem dobrych warunkach. Imigrantom z Chin ten rodzaj stabilnej pracy prawdopodobnie odpowiadał. Zarabiali na tyle dobrze, że bardzo często mogli utrzymać całą rodzinę w Chinach albo zaoszczędzić i z czasem zmienić swój status społeczny, np. założyć własny biznes (zdarzało się, że otwierali restaurację albo pralnię). Dlaczego decydowano się na młodych chłopców? Z prostej przyczyny, nie mogli zajść w ciążę i przysporzyć problemów swoim pracodawcom.
Więcej o służących z Chin w Stanach Zjednoczonych przeczytacie (po angielsku) w artykule Class, Gender, and Race: Chinese Servants in the North American West, Terry Abraham

Służący Catherine Bettner 
Pokój służącego
Jeśli kiedyś zabłądzicie w okolice Riverside gorąco polecam wizytę w Heritage House. Przewodnicy są naprawdę świetni, a sam dom przepiękny i pozwala na chwilę przenieść się w inne czasy.


